Dziura ozonowa, a szkodliwość promieniowania UV.
Dziura ozonowa, a szkodliwość promieniowania UV.
Otóż słońce promieniuje w kierunku Ziemi promienie ultrafioletowe, które właśnie w pewnej części są zatrzymywane przez ozon. Ta część promieni, która jest zatrzymywana wpływa negatywnie na nas i na środowisko przyrodnicze. Sfera ozonu pochłania bardzo duże ilości szkodliwego promieniowania UV. Zniszczenia ozonu powodują przenikanie dużych ilości promieni UV do Ziemi, gdzie organizmy są narażone na ich działanie. Negatywne promieniowanie UV jest w stanie dotrzeć w głąb wody do kilku a nawet kilkunastu metrów, tym samym uszkadzając choćby plankton, którym żywią się ryby. Jeśli ilość planktonu zmaleje tym samym ilość ryb, które się nim żywią również ulegnie zmniejszeniu a co za tym idzie ryby drapieżne też będą miały mniej pokarmu. Można by powiedzieć to tylko ryby, ale gospodarka morska człowieka z tego powodu ucierpi. Rybactwo i rybołówstwo staną się mniej opłacalne a bywają rejony na świecie, gdzie jest to jedyne źródło dochodu. Wiele gatunków roślin wykazuje wrażliwość na ultrafiolet. Przyjmuje się, że około 2/3 roślin nie jest obojętna działaniu promieni UV, a co najważniejsze w głównej mierze są to rośliny uprawne między innymi zboża i przemysłowe. Tym samym kolejny sektor gospodarki zostanie w znaczący sposób dotknięty i mam tu na myśli rolnictwo. Promienie UV drażnią nasze oczy, powodując różne choroby oczu, głownie zaćmy. Warto także wspomnieć w tym miejscu o tym, że nadmierne promieniowanie ultrafioletowe powoduje także choroby nowotworowe, najczęściej są to nowotwory skóry wśród, których dominuje czerniak. Dziura ozonowa, rozciągająca się wokół Antarktydy, zabija mieszkańców Chile: w ciągu ostatniego dziesięciolecia liczba zmarłych na raka skóry wzrosła dwukrotnie. Lekarze apelują o zmianę stylu życia Chilijczyków, by uchronić ich przed śmiertelną chorobą. Nieustannie powiększająca się dziura ozonowa nad Antarktydą sprawia, że w słonecznym Chile promieniowanie jest wyjątkowo silne. W latach 1998–2008 na raka skóry umierało tam średnio 200 osób rocznie. "Przeciętny chilijski osiemnastolatek zebrał już dawkę promieniowania ultrafioletowego, dopuszczalną dla człowieka w ciągu całego jego życia" - mówi Catalina Agosin, szefowa Conac, organizacji pozarządowej walczącej z rakiem. Według niej promocja skutecznej ochrony przed słońcem będzie wymagać zmiany stylu życia Chilijczyków. Jednak rak skóry nie jest tylko skutkiem przesiadywania na plaży. Latem w pozbawionym ozonu Chile wystarczy dziesięciominutowy spacer ulicą, by narazić się na porażenie słońcem. Na półkuli południowej jest teraz pełnia lata, dla Conac czas aktywnej działalności. Rozpoczęta w 2005 roku akcja oparta jest na bezprecedensowym systemie ostrzegawczym. W najbardziej ruchliwych punktach kraju specjalna sygnalizacja świetlna informuje o stanie nasilenia promieni słonecznych. Takie same światła sygnalizacyjne zainstalowano na uczęszczanych plażach.